3 października 2016

Peter Thomas Roth Pumpkin Enzyme Mask























 

Peter Thomas Roth to marka dostępna w Polsce od niedawna. Na temat jego kosmetyków nasłuchałam się na zagranicznych blogach i kanałach YouTube. Jak tylko pojawiła się w Sephora wiedziałam, że chcę wypróbować ich maski do twarzy.

Na początku wybór padł na trzy maski w miniaturowych pojemnościach. Pozwoliło mi to spokojnie przetestować produkt i zdecydować czy warte są swojej ceny.

Nie ukrywam, że od początku najbardziej zależało mi na wypróbowaniu maski o której mowa w dzisiejszym poście. Zachwyciła mnie na tyle, że kupiłam pełno wymiarowe opakowanie oraz na tyle aby dedykować jej dzisiejszy wpis.

Pumpkin Enzyme Mask można kupić na stronie polskiej Sephory za 199 zł. Cena wydaje się dość wysoka, ale patrząc na pojemność - aż 150 ml - oraz dość częste zniżki w Sephora (-20%) cena przestaje być aż tak zaporowa.

Pewnie większość z Was i tak złapie się za głowę i uzna wydatek ok. 170 zł (po zniżce) za śmieszny i wręcz niedopuszczalny w przypadku zakupu maski do twarzy, ale pamiętajcie, że każdy ma swoje "priorytety" jeżeli chodzi o hierarchię pielęgnacyjną.

Pumpkin Enzyme Mask to nic innego jak maseczka z enzymami dyni, która ma za zadanie złuszczać nasz martwy naskórek. Ponieważ zawiera w swoim składzie kwasy AHA jej działanie złuszczające skórę jest o wiele silniejsze. Jeżeli macie skórę bardzo wrażliwą polecałabym nakładanie jej na ok. 3 minuty. Dla dziewczyn o skórze bardziej wytrzymałej 7 minut spokojnie wystarczy.

Ja sama nakładam ją albo na 3 albo na 7 minut, wszystko w zależności od tego czy moja skóra jest danego dnia bardziej wrażliwa czy nie. Podczas stosowania maski nie wystąpiła reakcja alergiczna, maska mnie nie podrażniła i w żaden sposób nie zaszkodziła stanowi mojej cery.

Mogę rękami i nogami podpisać się pod wszystkim co pisze producent o swoim produkcie. Maska pięknie wygładza skórę, rozświetla i sprawia że twarz staje się o wiele jaśniejsza. Dodatkowym atutem jest jej zapach - jeżeli lubicie słodkie, cynamonowe nuty będziecie piały z zachwytów.

Pumpkin Enzyme Mask jest też nieziemsko wydajna. Jej mniejsze 15 ml opakowanie starczyło mi na dobrych kilkanaście użyć. Jeżeli lubcie maski, ale zapominacie o ich używaniu to przy zakupie tej warto rozważyć opcję zakupu na spółkę z przyjaciółką. Maska ma 18 miesięcy przydatności do zużycia a na twarz nakładamy ją bardzo cienką warstwą, dlatego szkoda aby się zmarnowała.

Ponieważ ja masek używam codziennie - tak codziennie! dla mnie opakowanie 150 ml jest idealne - a i moje koleżanki jeszcze będą zadowolone z małych próbek.

Jak już wcześniej wspomniałam, maska jest doskonała i spełnia obietnice producenta. Dlatego polecam ją Wam bardzo serdecznie.







2 komentarze: