12 maja 2013

Moa The Green Balm


Miał być post o ulubieńcach kwietnia, ale nic nowego nie polubiłam na tyle aby jakoś specjalnie robić o tym post. Jednakże jest jeden kosmetyk, który zasługuje na osobny wpis.

Ponieważ moja skóra po nieskończenie długiej zimie była przesuszona, zszarzała i ogólnie w niezbyt dobrym stanie, postanowiłam nieco zmienić swoją pielęgnację. O kremach, tonikach i innych będzie następnym razem. Teraz o moim odkryciu.

Moa The Green Balm


Oficjalna strona producenta Moa The Green Balm

Balsam wszechstronnego zastosowania. Jest w 100% naturalnym, organicznym, intensywnie odżywczym balsamem na skórę . Ma działanie odżywcze, gojące, łagodzące i ochronne.  Na jego ślad trafiłam na stronie www.feelunique.com . Zainteresował mnie na tyle, że zrobiłam mały resarch i okazało się że jest dostępny również w polskich sklepach internetowych.

Co jest takiego w tym balsamie, że postanowiłam poświęcić mu osobny post a nie tylko wspomnieć w nim w notce o pielęgnacji.

Po pierwsze jego szerokie spectrum zastosowania. Nawilża wysuszoną skórę również tą cierpiącą na takie dolegliwości jak egzema czy łuszczyca. Może być stosowany do wyjątkowo wrażliwej skóry również cierpiącej na trądzik. Uspokaja i łagodzi drobne rany, potłuczenia czy delikatne oparzenia skórne. Wspaniały w walce z łupieżem. Świetnie odżywia suche końcówki włosów. Łagodzi świeże tatuaże - krwawnik i olej z drzewa herbacianego działają antybakteryjnie. Odżywia rzęsy – przy codziennym stosowaniu stają się dłuższe. Łagodzi miejsca po ukąszeniu owadów. Magiczny przy usuwaniu rozstępów po ciąży. Może być używany jako luksusowy balsam oczyszczający skórę czy balsam łagodzący po goleniu. 



Po drugie skład:  krwawnik pospolity, olej z zielonego drzewa, islandzka woda, wosk pszczeli, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, olej sojowy.

Balsam zawiera: 100% naturalnych składników, 100% organicznych ziół ręcznie zbieranych.
Nie znajdziemy w nim składników chemicznych, substancji koncerwujących, alkoholu, parabenów, lanoliny oraz substancji zapachowych.







Balsam jest koloru zielonego o gęstej konsystencji, która pod wpływem ciepła naszych rąk roztapia się. Zapach ma raczej ziołowy, ale nie jest on przytłaczający i szybko można się do niego przyzwyczaić.

Zamówiłam wersję ze ściereczką muślinową TU. Cena to 72 zł (plus przesyłka). Pojemność balsamu: 50 ml (jednak wystarczy ociupina aby rozsamrować go na twarzy).

Moa jest delikatny dla naszej skóry, bardzo dobrze oczyszcza z pozostałości makijażu (narazie tylko w ten sposób go stosowałam). Nie pozostawia ściągniętej skóry twarzy. Uspokaja moje naczynka, pozostawia skórę delikatną i miękką w dotyku. Używam go tylko wieczorem. Po całym dniu noszenia makijażu nie moge się doczekać kiedy umyję twarz właśnie nim:)

Używam go nieco ponad tydzień i na tę chwilę tylko tyle mogę Wam o nim napisać. Czy zadziała zbawiennie na moją suchą skórę i już nigdy nie zobaczę suchej skórki na twarzy - OBY ;) Większą recenzję napiszę po ok. miesiący używania. Jednak na tyle mnie zachwycił, że postanowiłam Wam o nim wspomnieć. Może ktoś z Was będzie nim zainteresowany.




Ostanim elementem, który zauroczył mnie w nim to jego opakowanie. 100% ekologiczne i jakie urocze:)




 

2 komentarze:

  1. Wygląda bardzo ciekawie :) Uwielbiam demakijaż przy pomocy ściereczki muślinowej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest godny uwagi. A ściereczkę muślinową bardzo polubiłam :)

      Usuń