27 lutego 2013

Kolejne nowości....obiecuję już ostatnie ;)

Kilka dni temu skorzystałam z kodu zniżkowego na zakupy w sklepie BioDermic KLIK. Zniżka całkiem spora bo aż -40% więc, aż żal nie skorzystać :) Kod udostępniła RockGlamPrincess na swoim FB. Nie wiem czy jeszcze obowiązuje, ale gdyby któraś z Was chciała się skusić, oto on: DY2102h2. 

Ogólnie z taką zniżką to czysta przyjemność zrobić zakupy. Za całe zamówienie zapłaciłam 103 zł. Cena serum to 119 zł a kremu ok. 52 zł, więc same widzicie jaka oszczędność. No i darmowa przesyłka oczywiście. Jako gratis dostałam dwa kremy na dzień i na noc z serii z oliwką oraz peeling i krem do rąk. Kremy do twarzy zgarnęła moja siostra serie do rąk zostawiłam sobie.

Jak sparwują się kosmetyki dam Wam oczywiście znać. Serum planuję używać na dzień, natomiast z kremem zobaczymy jak będzie. Zależy od stopnia nawilżenia i tego jak treściwy jest. Będę Was systematycznie informować :)

26 lutego 2013

Nowość....

Dzisiaj rano listonosz przyniósł paczuszkę a w niej....





Byłam w szoku. Zamówienie złożyłam 20 lutego na stronie MUA i paczka po 6 dniach dotarła w stanie nienaruszonym dziś do mnie :) Kolejnym zaskoczeniem była karteczka która wypadła podczas rozwijania paletki....



Bardzo to miłe :) Ja Was dziewczyny również pozdrawiam:)

Na temat paletki napiszę Wam więcej, jak tylko trochę jej poużywam :) Narazie jestem bardzo podekscytowana:)

18 lutego 2013

Mały haul

Będąc w sobotę w aptece rzuciła mi się w oczy odżywka do włosów z Himalaya. Nigdy nie miałam nic z tej firmy, a ostatnio czytałam o niej na jednym z blogów. Odżywka ma ułatwiać rozczesywanie włosów, ma bardzo dobry skład. Zobaczymy czy będzie to dłuższa znajomość. Kolejnym kosmetykiem do włosów jest balsam nawilżająco-regenerujący z serii Joanna z Apteczki Babuni. Gdzieś o nim słyszałam, niektórzy chwalą inni mówią, że nie widzą różnicy. Jak będzie ze mną to się okaże. Narazie leżą sobie grzecznie w szafce i czekają aż skończę moją odżywkę z Aussie - która już powoli kończy swój żywot.




Cena odżywki z Himalaya - 14,20 zł
Cena balsamu z Joanny - 5,20 zł.

15 lutego 2013

Pielęgnacja twarzy - kremy/serum

Każdy kto czyta tego bloga wie, że jestem posiadaczką cery bardzo suchej, alergicznej, naczyniowej ze stałym rumieniem na policzkach. Pielęgnacja takiej skóry nie jest łatwa. Zdarza się, że gdy coś nawilża doskonale to podrażnia moje policzki. Natomiast gdy jakiś krem uspokaja moje naczynka nie jest wystarczająco nawilżający. I tak w kółko.

Po wielu latach prób i błędów myślę, że znalazłam złoty środek i dobrałam sobie odpowiednią pielęgnację. Kolejność używania poniższych kosmetyków jest zmienna - w zależności od tego jak wygląda moja skóra i na co ma w danej chwili ochotę:) Jednak stałym punktem - zdecydowanie obowiązkowym - jest serum....ale zacznijmy od początku.



Dwa kremy:

1. Iwostin seria SENSITIA Zero Bezpieczny Krem Kojący.

Przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry nadwarżliwej, alergicznej i podrażnionej. Koi i łagodzi miejscowo podrażnioną skórę. Posiada formułę zero podrażnień*: zero parabenów, zero barwników, zero środków zapachowych, zero alkoholu.

Bardzo polubiłam ten krem, większej recenzji możecie spodziewać się już niedługo. Wspomnę jednak, że bardzo dobrze nawilża i doskonale nadaje się pod makijaż. Nie pozostawia na skórze tłustej warstwy.

2. PHYSIOGEL, Krem łagodzący do twarzy.

Przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry podrażnionej, swędzącej i wrażliwej. Jest hipoalergicznym kosmetykiem nie zawierającym substancji zapachowych, konserwantów i barwników.

Podobnie jak w przypadku Iwostinu większa recenzja pojawi się już niedługo na blogu. Krem nadaje się pod makijaż, bardzo dobrze nawilża i koi moją skórę. Pozostawia na twarzy nieco tłusty film, ale makijaż się na nim nie roluje.

Kolejnym kosmetykiem, który odkryłem zupełnie przypadkiem jest serum do twarzy Estee Lauder Advanced Night Repair.

O serum słyszałam wielokrotnie - albo na YT albo czytałam na blogach - jednak nigdy nie miałam okazji go wypróbować. Bardzo skutecznie odstraszała mnie jego cena. Na stronie Douglasa 30 ml kosztuje 289 zł natomiast za 50 ml musimy zapłacić 399 zł. Cena z kosmosu. Do przesyłki z zakupami świątecznymi ze strony Douglasa dostałam dwie próbki serum po 5 ml każda i przepadłam. Wiecie jak jest ciężko wytłumaczyć sobie, że nie ma takiej możliwości żeby wydać prawie 300 zł na serum. Udało mi się jednak upolować je na wyprzedaży u Agaty za185 zł. Więc cena całkiem do przyjęcia.

Nie chcę się rozpisywać zbytnio tutaj na jego temat, bo nie o nim ma być ten post, ale bardzo cieszę się, że na niego trafiłam. Moja skór jest mi bardzo wdzięczna. Próbki zużyłam jakoś na początku stycznia i miałam sporą przerwę w ich używaniu, ponieważ serum kupiłam dopiero na pczątku lutego. To właśnie w czasie tej przerwy zobaczyłam jak stan mojej skóry polepszył się a później pogorszył po zaprzestaniu używania serum. Serum używam rano i wieczorem. Rano dwie krople, wieczorem ok. 4. Więcej napiszę Wam na jego  w osobnej recenzji. Jedyne co mogę jeszcze dodać to, to że jest warte swojej ceny - chociaż jest tak śmiesznie wysoka.

Ostatnim smarowidłem jest LRP Effeclar DUO. Używam go sporadycznie - na początku kiedy go kupiłam używałam przez miesiąc na noc na strefę T. Chciałam pozbyć się zaskórników i udało mi się to. Teraz wracam do niego raz na jakiś czas - powiedzmy, że jeden tydzień w miesiącu, ale zawsze na noc. Nie będę się rozpisywać na jego temat ponieważ ja nie mam ogromnych problemów ze skórą w tym temacie akurat. Dla mnie, na moje potrzeba spisuje się bardzo dobrze.

Jak widzicie moja obecna pielęgnacja cery jest prosta. Dwa kremy (effeclaru nie uważam za typowy krem dla mnie) plus serum. Uważam, że takie minimum służy mojej wrażliwej, suchej i nacznkowej cerze. Im mniej tym lepiej.

Jest jednak kilka produktów w które chciałabym się zaoopatrzyć, a mianowicie płyn micelarny i maska nawilżająca. Jeszcze nie znalazłam niczego co bym mi w 100% odpowiadało. I tutaj prośba do Was, może macie w swoim zbiorze kosmetyk tego typu który jest Waszym KWC. Jeżeli tak koniecznie napiszcie mi o nim w komentarzach.


Mam jeszcze jedną wątpliwość. Wiele czytam o kremach pod oczy, ale jakoś nie mogę się do nich przekonać. Miałam kiedyś kilka i nie widziałam różnicy z nimi czy bez nich. Macie podobny problem. A może macie krem pod oczy który "robi różnicę"??

Pozdrawiam:)

10 lutego 2013

Ulubieńcy stycznia i połowy lutego :)


Zdaję sobie sprawę z tego że mamy już praktycznie połowę lutego, ale kompletnie nie mogłam się zebrać z tym postem. Chciałabym przedstawić Wam kosmetyki kolorowe, które zawładnęły moim makijażem w styczniu i przez te 10 dni lutego. Znając siebię i mój chwilowy brak czasu stan ten nie zmieni się do końca lutego:) A oto i oni;)




1. YSL, Touche Elcact Foumdation - obecnie mój ulubiony. Fakt, że sięgam po niego codziennie od ponad miesiąca martwi mnie ponieważ podkladu zaczyna ubywać w zawrotnym tempie :) Pełna recenzja TU

2. Dior, Diorskin Nudę Skin-perfecting hydrating concealer - bardzo dobrze kryje cienie pod oczami, nie wchodzi w zmarszczki, nie wysusza, utrzymuje się cały dzień, delikatnie rozświetla. Mój kolor to 001 IVORY. Obszerniejsza recenzja wkrótce.

3. Benefit, They're Real Mascara - obecnie KWC. Pięknie wydłuża, podkręca i pogrubia rzęsy. Nie osypuje się, utrzymuje się cały dzień. Czego chcieć więcej :)

4. NYC, Smooth Skin Bronzing Face Powder - matowy, czysto czekoladowy kolor, bez pomarańczy. Świetny do konturowania i nadania twarzy efektu muśnięcia słońcem. Utrzymuje się cały dzień. Plus za cenę, minus za dostępność. Odcień: SUNNY.

5. Lancome, Cils Booster XL Mascara-Basic - jest to moja pierwsza baza pod tusz do rzęsy. Bardzo ją polubiłam i jestem pewna, że zostanie ze mną na dłużej. Wiecęj dowiecie się już niedługo w recenzji.

6. Maybelline, Color Tatoo 24H - mój makijaż oka w większości to powiela pokryta właśnie tym cieniem i delikatnie roztarte granice. Minimu - jednak w tym wykonaniu świetny efekt. Cień utrzymuje się cały dzień, ma piękny kolor. Dla mnie bomba. Kolor: 35 On and on Bronze.

7. Real Techniques, Blush Brush - ulubiony pędzel do bronzera. Nakłada odpowiednią ilość produktu, świetnie rozciera granice, super miękki.

8. BeautyBlender - to mój ulubieniec już od prawie dwóch lat. Czasem zdradzam go z pędzlami do podkladu jednak zawsze brakuje mi tego czegoś i sięgam po jajko. Wg mnie wart swojej ceny. Poprzednie jajko było ze mną ponad rok. We wrześniu sięgnęłam po nowe - i gdyby nie sprytne małe rączki mojego synka - rozdarł je na kawałki - służyłoby mi do dziś. Stratę przełknęlam i sięgnęłam po kolejne, jednak to jest już pod stałą obserwacją:)

9. ELF, Makeup Mist&Set - to już moja druga buteleczka i nie wiem czemu jeszcze o niej nie napisałam na blogu. Świetne utrwala makijaż, nie wysusza i pozostawia na twarzy promienną poświatę.

Oto moi ulubieńcy. A jacy są Wasi, które kosmetyki zawładnęły Waszym makijażem??

4 lutego 2013

Podkładowi ulubieńcy...cz. II

Jestem strasznie leniwa w tym 2013 roku. Obiecuję jednak, że postaram się zaglądać tutaj częściej. Minimum dwa razy w tygodniu.

A teraz do rzeczy.

Przyszła kolej na recenzję podkładu YSL Touche Eclact.

Oto jak go opisuje producent:

Magiczne światło zawarte w podkładzie Le Teint Touche Éclat nadaje cerze blasku, rozjaśnia strefy cienia i modeluje kontur twarzy. Wolna od substancji pudrowych unikatowa formuła perfekcyjnie wyrównuje koloryt cery i pomaga korygować niedoskonałości. Podkład nadaje cerze promienny wygląd i wydobywa naturalne piękno każdej kobiety. W Polsce dostępny w 9 odcieniach. (Źródło: KLIK)



Le Teint Tuche Eclact znajduje się w eleganckiej, szklanej buteleczce z pompką. Opakowanie jest ciężkie, masywne i może sprawiać problemy podczas podróży, ale jakże cieszy oko :) Złote elementy podkreślają tylko jego wyjątkowy wygląd.

Pojemność podkładu to standardowo 30 ml. Cena: ok. 185 zł, ja zapłaciłam za niego ok. 160 zł podczas dni VIP w SEPHORA.

Touche Eclatc ma dość płynną konsystencję oraz delikatny, bardzo przyjemny zapach. Gama kolorystyczn jest dość spora. Ja posiadam go w odcieniu B20 - tony żółte - jest to drugi co do stopnia jasności. Na stronie producenta mamy rozdzielenie na różne gamy kolorysteczne. Począwszy od BR, czyli Beige Rose, po B - Beige i kończąc na BD - Beige Dore. Zdaję sobie srawę, że nie wszystkie odcienie są dostępne w Polsce, jednak jestem przekonana, że każda z nas znajdzie coś dla siebie.

Aplikacja nie sprawia najmniejszych kłopotów. Podkład wręcz wsiąka w naszą skórę, sprawiąjąc że wyglądamy pięknie. Nakładam go zarówno placami jak i pędzlem oraz moim ukochanym "jajem" i za każdym razem wyglądał rewelacyjnie. Jednak podczas aplikacji "jajem" uzyskiwałam największe krycie przy świetnym satynowo-rozświetlającym wykończeniu.

Wspominając o kryciu - to nie jest podkład typu "Full coverage". Możemy nim osiągnąć od lekkiego do średniego krycia. Kolejne dokładne warstwy nie wyglądają jak tapeta, wszystko bardzo dobrze stapia się z naszą skórą, jednak pełnego krycia nie uzyskamy. Nie podkreśla suchych skórek, nie wchodzi w zmarszczki. Nie waży się, nie robi plam ani smug podczas noszenia. YSL zdecydowanie należy do lekkich, niewyczuwalnych podkładów.

Czym więc różni się od Givenchy?

Po pierwsze trawołścią. Jest ona zdecydowanie krótsza niż w przypadku Givenchy. Jednak spokojne 8-9 godzin w stanie nienaruszonym przetrwa na twarzy. Przynajmniej na mojej.
YSL ma inne wykończenie, jak już wspomniałam - satynowo-rozświetlające.

Producent obiecuje iż podkład doda naszej cerze blasku, wyrówna jej koloryt i pomoże zakryć  niedoskonałości. Z tymi elementami zgadzam się w 100%. Jednak nie zauważyłam aby modelował kontur twarzy i rozjaśniał strefy cienia. Touche Eclatc w piękny sposób odbija światło od naszej twarzy nadając jej szlachetności. Sprawia, że wyglądamy na wypoczęte.

Gdybym miała podzielić te podkłady pomiędzy jakieś kategorie to zdecydowanie YSL byłby moim dziennym podkładem a Givenchy zostawiłabym na specjalne okazje - typu imprezy, bale, wesela. Głównym wyznacznikiem takiego podziału byłaby lepsza trwałość Givenchy oraz ładniejszy efekt na zdjęciach. YSL może odbijać światło flesha i o ile w dzień efekt ten jest miłe widziany o tyle na zdjęciach nie chcemy wyglądać jak topielice :)

Obecnie moja skóra przechodzi okres załamania i wyschła na wiór, ciężko mi ją dostatecznie nawilżyć przez co pojawiają się na niej suche miejsca. O ile Givenchy ich nie podkreśla o tyle YSL jest bardziej komfortowy w noszeniu podczas tej suszy. Myślę, że TE sprawdzi się świetnie na suchych licach. Jednak delikatnie przypudrowany przysłuży się również posiadaczkom cer mieszanych w stronę tłustych. Typowym tłuściochom może się nie spodobać, jednak pomimo to uważam, że najpierw należy na własnej skórze go wypróbować.


Le Teint Touche Eclact uwielbiam, sięgałam po niego przez cały styczeń i luty też będzie do niego
należeć.



Mam nadzieję, że moja recenzja chociaż troszkę pomogła tym osobom, które zastanawiają się nad jego kupnem lub wypróbowaniem.


Pozdrawiam Was i życzę spokojnej nocy.