23 grudnia 2013

Wesołych Świąt

Pojawiam się tutaj na chwilkę w przerwie między ostatnimi świątecznymi przygotowaniami. 

Chciałabym Wam z całego serca życzyć zdrowych, wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Abyście zawsze byli szczęśliwi. Niech chwilowe przeciwności losu, trudności jakie zsyła na nas życie nie przeszkodzą Wam w dążeniu do zamierzonego wcześniej celu, w spełnieniu Waszych marzeń. 

Pamiętajcie, aby cieszyć się nawet z najmniejszych rzeczy, aby celebrować każdą chwilę spędzoną z rodziną, z przyjaciółmi. Nigdy nie wiemy co jutro nam przyniesie, więc niech TU i TERAZ będą najważniejsze. 

WESOŁYCH ŚWIĄT 

Buziaki,
Dorota:):)

11 grudnia 2013

CURRENT BEAUTY FAVOURITES:):)

Wiem, że posty lub filmu z cyklu ulubieńcy danego miesiąca pojawiają się bardzo często. Ale czasem jest tak, że pojawia się w naszej kosmetyczce kosmetyk, który zawładnął naszym sercem na kilka dni lub tygodni. Czasem (a mam to w zwyczaju) zapominam później umieścić go w miesięcznym podsumowaniu:) Dlatego pomyślałam, że dobrym pomysłem byłoby napisać co jakiś czas z post o kosmetykach chwilowo "wielbionych":)

Dlatego do rzeczy:)



L'oreal Lumi Magique to świeżynka w moich makijażowych szeregach a już zawładnął moim sercem. Ubolewam nad tym, że stacjonarnie dostępne są tylko ciemne kolory. Naprawdę wszyscy producenci myślą, że Polski są aż tak opalone. Ja jestem blada i to nawet nie jak ściana, bo moja jest koloru kremowego:) Nie zmienia to faktu, że podkład bardzo polubiłam. Daje lekkie/średnie krycie. Jego wykończenie jest ciężkie do opisania. Bo nie jest to typowy "glow" ale też nie satyna:) Coś zdecydowanie pomiędzy, ale jest tak ładne, że używam go codziennie. Trzyma się na twarzy cały dzień. Jest naprawdę świetny. Mój kolor to N1 - kupiony na allegro:)

Rimmel Stay Matte Powder to ulubieniec od kilku miesięcy. Nakładam go delikatnie na strefę T, a dokładnie na nos. Chwilowo nic więcej mi nie potrzeba.

Philosophy One-Step Facial Cleanser - uwielbiam tę emulsję. Kosztowała dużo bo ok. 80 zł, ale jest warta każdej wydanej złotówki. Nie wysusza, doskonale myje a przy tym jest bardzo delikatna. Mój HIT. Kupiłam na truskawce.

Olej kokosowy to stały bywalec w mojej łazience. Obecnie używam go do wstępnego demakijażu twarzy. Usuwa wszystko - makijaż oczu i twarzy znika w mig. Dodatkowym plusem jest jego zbawienne działanie na skórę i rzęsy. Uwielbiam i polecam każdemu:):)

I na sam koniec najnowsze odkrycie bo jest ze mną od 4 albo 5 grudnia:) a mowa o cemencie termicznym do włosów od L'oreal. Jeżeli ktoś kiedyś zastanawiał się nad cementem z firmy Kerastase to myślę, że ten jest jego doskonałym odpowiednikiem. Moje suche i zniszczone włosy go wielbią i nie wyobrażam sobie nie użyć go po każdym myciu. Nie obciąża włosów, a doskonale wygładza i wypełnia ubytki w strukturze włosa.

I to moi obecni ulubieńcy. Co nowego pojawi się w kolejnym tygodniu - kto wie kto wie :):)


7 listopada 2013

Na RATUNEK...

Moja skóra ostatnio wariuje. Zbyt wiele stresu sprawiło, że zaczęły pojawiać się na niej niespodzianki. O ile kilka mi zupełnie nie przeszkadza tak w tym wypadku wyglądałam bardzo źle.

Nie mam do czynienia z takim stanem rzeczy zbyt często - zazwyczaj wszelkiego rodzaju "wypryski" pojawiają się przed miesiączką i zaraz po niej znikają, więc zbytnio się nimi nie przejmuję.

Ponieważ dwa tygodnie temu sytuacja przybrała na sile i to bardzo - postanowiłam zrobić mały przegląd blogów i kanałów na YT, aby znaleźć pomoc.

Wybór kosmetyków jest ogromny, ja jednak nie chciałam zbytnio atakować mojej ciągle wrażliwej skóry czymś mocnym więc zdecydowałam się na "podstawy".

Nie jestem ekspertem jeżeli chodzi o pielęgnację cery problematycznej - ale myślę, że osoby które nigdy przedtem takiego problemu nie miały i z różnych powodów nagle - tak jak u mnie - się on pojawił będą zainteresowane tym postem.

Dlatego do rzeczy!


Na pierwszy ogień poszedł Effaclar DUO. Znany już dobrze i osławiony zarówno na blogach jak i na YT.

Jak podaje producent: 

 EFFACLAR DUO to kompletny produkt do pielęgnacji skóry, który łączy 4 składniki aktywne działające na dwa główne objawy pojawiające się na skórze skłonnej do trądziku: Poważne miejscowe zmiany skórne: niacyna i pirokton olaminy do walki z rozprzestrzenianiem się bakterii i wyeliminowania niedoskonałości. Pory zatkane łojem: kombinacja kwasu LHA i kwasu linolowego odblokowuje pory, usuwając jednocześnie nagromadzone w nich martwe komórki tworzące te zatory. Te aktywne składniki w połączeniu z kojącą, niedrażniącą woda termalną La Roche-Posay zmniejszają zaczerwienienie.

Pory są oczyszczone. Nawet najbardziej poważne niedoskonałości znikają. Skóra jest gładsza i bardziej oczyszczona.

Effaclar jest wg mnie dość łagodny. Radził sobie z moimi zmianami średnio - jednak nie na tyle źle abym szukała czegoś mocniejszego. Krem może wysuszać skórę, dlatego przy mojej z natury suchej, używanie go może być ryzykowne. Jednak ja znalazłam na niego sposób i używam go na strefę T (bo tutaj cała bitwa się dzieje:) jako serum, po wchłonięciu nakładam moje serum ze Starej Mydlarni z vit. C i jak narazie "suchości" nie odnotowałam. W przypadku ED liczyłam na zmniejszenie zaskórników na nosie - tak się nie stało, ale może jeszcze zbyt wcześnie aby w tej kwestii prorokować.

Narazie jestem zadowolona i zamierzam krem używać jeszcze przynajmniej przez miesiąc - może nieco dłużej.

Kolejne kosmetyki mają pomóc w lepszym oczyszczeniu cery i zminimalizowaniu powstałych już zmian z którymi Effaclar sobie nie poradził.

O dobroczynnym działaniu olejku tamanu na skórę ze zmianami trądzikowymi dowiedziałam się z filmiku nisiax83. Zamówiłam go ze strony ecospa.

Opis:

Olej tamanu (kamani) otrzymywany jest poprzez tłoczenie na zimno owoców drzewa Calophyllum inophyllum rosnącego w Indiach i Madagaskarze. W skład frakcji tłuszczowej oleju tamanu wchodzą m.in. : kwas oleinowy (ok. 49%), kwas linolowy (ok. 21%), kwas kalofillowy.  Jest również bogaty w kumarynę, laktony i sterole, w tym stimagestrol.

Ze względu na skład wykazuje działanie przeciw-zapalne, pobudzające regenerację tkanek, nawilża i odpręża skórę.  Cechuje go również działanie przeciw-bakteryjne i przeciw-wirusowe.  Wspomaga proces gojenia, podwyższa odporność, i łagodzi podrażnienia skóry.

Zastosowanie:

  • jako składnik olejków leczniczych i maści,
  • w preparatach przeciw-trądzikowych,
  • w preparatach redukujących blizny i rozstępy.

Kupiłam małe opakowanie - 10 ml. Nakładam patyczkiem kosmetycznym na większe zmiany i muszę powiedzieć, że już na drugi dzień widać ogromną poprawę. Jestem tym produktem zachwycona i myślę, że zostanie ze mną na dłużej - jako doraźny ratunek w sytuacji pod bramkowej.

Kolejny nabytek to hydrolat oczarowy kupiony do kompletu z glinką ghassoul.

O ile hydrolat i jego właściwości są dobrze znane (a jeżeli nie to KLIK) to najbardziej zaciekawiła mnie glinka.

Kosmetyczna glinka Ghassoul (czytaj gasul) znana jest również pod nazwą Rassoul lub Rhassoul (czytaj rasul). W bezpośrednim tłumaczeniu z arabskiego znaczy: “ta która czyści”. W kulturze beduińskiej stosowana była do czyszczenia włosów, twarzy i ciała. Współcześnie stosowana jest w zabiegach SPA w ekskluzywnych ośrodkach na całym świecie, w kosmetyce, dermatologii oraz farmakologii. Glinka Ghassoul (Rassoul lub Rhassoul) występuje tylko w jednym miejscu na świecie. Jest to pasmo gór Atlas w północno-zachodniej części Maroko (rejon miasta Fez). Jest ona wydobywana ręcznie, zgodnie z tradycyjnymi metodami.
Glinka Ghassoul dostępna w naszej ofercie jest w 100% naturalna, ekologiczna, a jej właściwości potwierdza francuski certyfikat ECOCERT.

Skład i zastosowanie:
Skład glinki to 55-65% krzemionka (SiO2), <21% magnez (MgO), <5% Aluminium (Al203) oraz Soda, Potas, Tytan. Ph glinki waha się w granicach 6.0 – 9.0 w temperaturze 20°C.

Po wymieszaniu z wodą glinka tworzy kleistą masę, bardzo lekko pieniącą się. 

Ghassoul znalazła szereg zastosowań. W czystej postaci, po wymieszaniu z wodą stosowana jest jako składnik maseczek na twarz, okładów na ciało i włosy. W kosmetyce używana jest także jako komponent szamponów, mydeł i żeli pod prysznic. Została doceniona przez dermatologów ze względu na swoje właściwości oczyszczające i regulujące wydzielanie sebum, a przede wszystkim za zbawienny wpływ w leczeniu trądziku.

Skuteczność:
Na podstawie przeprowadzonych w amerykańskich laboratoriach badań stwierdzono, że aplikowanie glinki na ciało daje następujące efekty:

  • redukuje suchość (79%),
  • redukuje łuszczenie (41%),
  • poprawia wygląd i rozjaśnia (68%),
  • zwiększa elastyczność (24%),
  • wzmacnia strukturę skóry (106%),
Glinka Rhassoul (rasul) oczyszcza pory, usuwa stary naskórek, sprawiając, że skóra wygląda zdrowo, jest gładka i napięta.

Zgadzam się ze wszystkim co pisze producent. Glinka oczyszcza pory rewelacyjnie, a skóra po zmyciu maseczki jest mega gładka i napięta.Wszelkie zmiany trądzikowe są złagodzone i zmniejszone. Dla mnie to odkrycie roku i jestem w niej zakochana:):) Mogę polecić ją każdemu - moja cera jest sucha, naczyniowa i wrażliwa - glinka mnie nie podrażniła.

Aby maseczka z glinki nie zaschła, co jakiś czas kiedy czułam już lekkie ściągnięcie skóry spryskiwałam ją właśnie hydrolatem oczarowym.

Od mojego "wysypu" minęły dwa tygodnie - a stan mojej cery uległ ogromnej poprawie. Z zakupionych produktów jestem bardzo zadowolona i cieszę się, że to właśnie na nie trafiłam:)


O samej glince planuję napisać osobny i bardziej obszerny post ponieważ jest tego warta:)


Wszelkie opisy kosmetyków pochodzą ze stron: La Roche Posay oraz ecospa.




7 października 2013

URBAN DECAY Makeup Settin Spray

URBAN DECAY jest firmą niedostępną w Polsce nad czym niezmiernie ubolewam. Na nasze szczęście mamy dostęp do sklepów internetowych które mają w swoim asortymencie ich kosmetyki a dodatkowo wysyłka do Polski jest darmowa:)

Mgiełkę kupiłam na początku maja i mniej więcej od 16 maja używałam jej codziennie do utrwalania makijażu. Opakowanie starczyło mi na ok. 3 miesiące codziennego użytku. Czy to dużo - sama nie wiem. Produkt kosztuje 19,50 funta (ok. 100zł ) - pojemność to 118 ml.

Przed UD zużyłam trzy opakowania mgiełki utrwalającej z ELF'a i byłam z niej bardzo zadowolona. Jednak od pierwszego użycia UD zauważyłam ogromną różnicę. UD faktycznie wydłuża trwałość makijażu i to bardzo. Maluję się ok. godziny 11 i do godziny 23 makijaż trwał w stanie nienaruszonym na mojej twarzy. Pięknie go scala i nadaje subtelny efekt "glow" na skórze. To co mnie bardzo zaskoczyło na plus to mgiełka jaka wydobywała się z atomizera - równa i delikatna, jeżeli ktoś jest w stanie mnie zrozumieć:) Nie wyskakiwały duże krople które później mogły popsuć makijaż - często tak było przy mgiełce z ELF'a.

Posiadałam wersję dla cery suchej i normalnej - Chill. Setting spray nie wysuszył mnie mimo codziennego używania, nie sprawił, że stan mojej cery się pogorszył. Nie wyobrażałam sobie nie użycia go na sam koniec makijażu. To co robił było naprawdę magiczne.

Pytanie - dlaczego go nie odkupiłam? No właśnie - za cenę 100 zł dostajemy produkt który jest z nami niecałe 3 miesiące. I to jest chyba jedyny mankament tego produktu - cena i jego krótka żywotność:) Gdybym pewnie używała go sporadycznie to miałabym go do teraz, ale przecież nie taki cel w tym wszystkim powinien być.

Jeżeli macie zbędną gotówkę do wydania, albo zależy Wam na przedłużeniu żywotności makijażu to UD Setting Spray jest dobrym wyborem. Jeżeli chcecie tylko znieść efekt pudrowości na twarzy, scalić makijaż, nadać mu lepsze wykończenie to myślę, że wystarczy Wam w zupełności mgiełka z ELF'a lub zwykła woda termalna.

Ja myślę, że jeszcze wrócę do UD - pomimo wszystko byłam z niej niezmiernie zadowolona:)

Sklepy internetowe gdzie można kupić produkty UD z darmową wysyłką do Polski:
lookfantastic
hqhair






19 września 2013

Ustowe mazidła....

Ogólnie rzecz biorąc nie jestem zwolenniczką wszelakich mazideł do ust. W zupełności wystarczy mi zwykły balsam pielęgnacyjny, który nada delikatnego "błysku" ustom.


Mój obecny "zbiór" - chociaż to słowo jest aż nadto - obejmuje dwa błyszczyki i jedną pomadkę, która w gruncie rzeczy funkcjonuje również jako błyszczyk. A o czym mowa - właśnie o tym będzie dzisiaj:)

Pierwszy błyszczyk od czasów zakończenia studiów czyli ponad dwa lata temu wpadł w moje posiadanie tylko i wyłącznie z powodu ślubu mojej koleżanki. Chciałam coś bardzo delikatnego, co tylko nada błysk i delikatny kolor. Wybór padł na GOSH


Kolor jest na tyle delikatny, że praktycznie niewidoczny:) Błyszczyk pozostawia tylko ładną taflę na ustach. Zużycie jest znikome a to dlatego, że jest niemiłosiernie klejący i pozostawia taki biały osad podczas noszenia. Nie należy do moich ulubionych i dlatego leży już od dłuuuuugie czasu nieużywany i pewnie powinien wylądować już w koszu:)





A teraz przejdźmy do zdecydowanych ulubieńców:)



Na pierwszy ogień idzie znana już chyba na całym świecie pomadko - błyszczyk z Celi. Mój kolor to 606. Ma beżowe tony, ale jest bardzo delikatny na ustach - a ja właśnie taki efekt lubię:) Nie lubię zdecydowanego koloru ust - dla mnie to makijaż oczu jest najważniejszy.

Pomadka bardzo ładnie nabłyszcza usta, stosunkowo długo się na nich utrzymuje. Nie wysusza, ale jakoś spektakularnie nie nawilża. Bardzo ją lubię i mogę z czystym sumieniem polecić. Cena również jest zachęcająca - ok. 12 zł.











Trzecie i ostatnie już mazidło to prezent od Pauliny.
Błyszczyk z Bonne Bell. Podobno jest on odpowiednikiem błyszczyka z NARS'a Turkish Delight - nie wiem nigdy kosmetyków NARS nie widziałam na oczy:)

Nie zmienia to jednak faktu, że jego używa mi się najmilej. Piękny delikatny mleczno - różowy kolor. Dobra pigmentacja, jak na błyszczyk długo utrzymuje się na ustach a jak zaczyna znikać nie pozostawia takich nieestetycznych białych nalotów:)








A oto zestawienie kolorystyczne całej trójki:)






24 sierpnia 2013

Pielęgnacja twarzy

Witajcie moi drodzy,
troszkę Was zaniedbałam, ale obiecuję poprawę:)

Tymczasem zapraszam Was na filmik dotyczący mojej pielęgnacji twarzy. Taki mały update, ponieważ nieco zmieniłam w swoich przyzwyczajeniach:)



Buziaki:*
D.

30 lipca 2013

:)

Ale się rozkręciłam z nagrywaniem:)

Zapraszam Was na kolejny filmik. Tym razem będzie o pielęgnacji włosów:)



Pozdrawiam:)

D.

Mała paczka....WIELKA przyjemność:)

Post typu "będę się chwalić":)

Wczoraj dostałam małą przesyłkę od Pauliny (xbebe18). Poprosiłam kiedyś Paule o kilka próbek podkładów niedostępnych u nas w PL. W paczce znalazłam nie tylko próbki o które prosiłam ale o wiele wiele wiele więcej. Dziękuję Ci Paulinko bardzo :*:*



A co było w przesyłce:

1. Laura Mercier, Silk Cream Foundation
2. Tarte, Amazonian Clay Foundation
3. Josie Maran, Light Foundation
4. Armani, Sheer Fluid
 5. Jemma Kidd, Light As Air Foundation
6. Boscia, BB Cream SPF27 PA ++
7. Bonne Bell, Liplites - który pachnie jak truskawki:)
oraz próbkę kremu z Korres i H2O+

Paulinka dziękuję Ci jeszcze raz bardzo. Paczuszka sprawiła mi ogromną przyjemność:):)

_____________________________________________________________________________

Tak na marginesie to w sklepie internetowym Cocolita dostępne są kosmetyki MUA. Ja już poczyniłam małe zakupy i napiszę o nich jak tylko przesyłka do mnie dotrze:):)


Pozdrawiam, D


25 lipca 2013

Ulubieńcy lipca

Zapraszam na ulubieńców lipca w nieco innej odsłonie. Pomyślałam, że może być to dobrą odskocznią od słowa pisanego:) Być może od czasu do czasu będę wrzucać filmiki na YouTube. Zobaczymy jak to wyjdzie:)

Tymczasem ulubieńcy:





Buziaki:*

6 lipca 2013

Pielęgnacja twarzy - UPDATE

Nieco zmieniło się w mojej pielęgnacji twarzy. Pomyślałam, że krótko opiszę Wam co i jak, ponieważ na chwilę obecną jestem z niej szalenie zadowolona.

Moje podejście do pielęgnacji twarzy zmieniło się po obejrzeniu filmiku na YouTube klik . Wielbione przeze mnie siostry Pixiwoo rozmawiają z guru w dziedzinie pielęgnacji skóry Caroline Hirons. Polecam Wam zarówno ten film jak i bloga Caroline Hirons klik. Bardzo dużo zmieniłam - i nie mówię tutaj tylko o kosmetykach, ale również o kolejności ich nakładania.

Przejdźmy do sedna:)


1. Oczyszczanie


Poranek:


Elizabeth Arden, Visible Difference Gentle Hydrating Cleanser for dry skin



To już moje drugie opakowanie. Bardzo polubiłam ten krem do mycia twarzy. Tak krem, ponieważ jak widzicie na zdjęciu jest on kremowej konsystencji. Bardzo delikatny, dobrze radzi sobie z porannym oczyszczaniem twarzy. Nie powoduje ściągnięcia skóry, zaczerwienienia. Twarz po jego użyciu jest gładka i bardzo miła w dotyku, a naczynka wyciszone. Produkt wg mnie nie pachnie, jest bardzo wydajny - wystarczy niewielka ilość aby umyć nim twarz. Jego cena waha się od 60 do 70 zł.


 









Wieczór:


Na samym początku wykonuję demakijaż. Zarówno oczy jak i twarz oczyszczam moim ostatnim odkryciem, czyli L'oreal, IDEAL SOFT, Oczyszczający płyn micelarny.


Jest rewelacyjny. Najlepszy ze wszystkich jakie dotąd miałam. Czytałam, że jest dupem Biodermy. Osobiście uważam, że biję biodermę na cycki. Nie szczypie w oczy, nie podrażnia, nie pozostawia tłustej warstwy. Jest delikatny a przy tym bardzo skuteczny. Usuwa cały mój makijaż. 

Po wstępnym demakijażu twarzy przechodzę do  jej konkretnego oczyszczenie. Tutaj pozostaje wierna mojemu The Green Balm od Moa. Możecie poczytać o nim tu. Razem ze szmatką muślionową tworzą duet idealny. Green Balm jest szalenie wydajny, ponieważ wystarczy ociupina aby rozsmarować go na naszej twarzy. 





 

2. Tonizowanie


W tej dziedzinie nigdy nie byłam ekspertem. Prawdę mówiąc to nigdy toników nie używałam, uważając je za zbędne. Jednak wyżej wspomniana Caroline Hirons totalnie mnie przekonała do tego etapu pielęgnacji. Caroline Hirons jest zwolenniczką toników złuszczających - podczas rozmowy z siostrami Pixiwoo porównała używania takiego toniku do nakładania cieni na blat stołu, czyli bez toniku mamy zero przyczepności kolejnych kosmetyków - zarówno kremu jak i podkładu itp. Kupiła mnie tym:) Nie chciałam inwestować w silny tonik złuszczający, nie wiedziałam jak zareaguje moja skóra, jak będą znosiły to naczynka. Wybrałam coś delikatnego, ale po ok. miesiącu używania widzę ogromną różnicę w wyglądzie mojej skóry - zarówno przed jak i po wykonaniu makijażu. Mój wybór padł na: 

PAYOT, Radiance -boosting exfolianting lotion with superfruit extract 



Jest to naprawdę świetny tonik. Delikatnie złuszcza naskórek, pozostawiając skórę rozświetloną i miękką. Używam go dwa razy dziennie, nie podrażnia, nie wysusza, pięknie pachnie. Nie wyobrażam sobie nie użyć go.  Nie planuję poszukiwań innych toników złuszczających ten w zupełności mi wystarcza. Moja skóra jest delikatna, naczniowa, bardzo szybka ulega podrażnieniu dlatego nie chcę katować jej i eksperymentować ze zbyt silnymi płynami.
Ostatnim etapem po toniku a przed nawilżaniem jest zwilżenie twarzy wodą winogronową od Caudalie. Działa ona nawilżająco oraz łagodząco. Nie należy osuszać jej ręcznikiem. Bardzo się polubiłyśmy i pozostanę jej wierna na długo. 




3. Nawilżanie


Tutaj Was zaskoczę. Nigdy nie byłam fanką kremów pod oczy ponieważ uważałam, że nie robią nic. Miałam kilka w swojej toaletce ale albo oddałam siostrze albo mamie albo poszły do kosza bo się przeterminowały ;) Po przeczytaniu osławionego już przeze mnie bloga:) dowiedziałam się, że ważna jest kolejność nakładanych kosmetyków. I to właśnie krem pod oczy powinien być nałożony w pierwszej kolejności. Jeżeli zrobimy to na samym końcu nie zadziała prawidłowo, ponieważ jego składniki mogą nie dotrzeć do naszej skóry pod oczami. To fakt choćbyśmy się bardzo starały omijać okolice oczu to jednak istnieje ryzyko, że serum czy krem jednak się pod nie dostaną. Przynajmniej mi ta teoria bardzo się spodobała i o dziwo wg mnie działa.

Krem pod oczy kupiłam dość tani, chciałam zobaczyć czy to wszystko ma jakiś sens i w razie porażki nie zbiednieć. Wybór padł na L'oreal Tripple Activ.

 Typowy krem, którego zadaniem jest nawilżenie. Nie spodziewajmy się spłycenia zmarszczek, zmniejszenia cieni pod oczami. Krem naprawdę świetnie nawilża, nie podrażnia, daje takie uczucie ulgi zaraz po nałożeniu. Dzięki niemu korektor nie zbiera mi się w załamaniach skóry, a moje oczy po demakijażu nie są podrażnione i przesuszone. Myślę, że to właśnie ta kolejność aplikacji przekonała mnie, że kremy pod oczy działają. 

Po kremie pod oczy aplikuję w zależności od pory, albo serum albo olej. 

Rano - serum z Bioliq, o kórym pisałam tutaj
Wieczorem - dwie krople olejku arganowego. Olejek uwielbiam, moja skóra pokochała go miłością ogromną. Nawilża, ujędrnia, uspokaja. Podobno ma działanie przeciwzmarszczkowe - i chyba faktycznie coś jest na rzeczy ponieważ moja skóra rano jest promienna i o wiele bardziej napięta ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie mam tutaj na myśli żadnego nieprzyjemnego uczucia. 

Później na mojej twarzy ląduje krem z Organix Cosmetix, którego recenzję możecie przeczytać tu. Krem nakładam czasem również wieczorem, kiedy czuję, że olej to za mało. Zazwyczaj robię tak, gdy moja twarz przebywała cały dzień na dworze i promienie słoneczne dały jej w kość. 


Co do filtrów przeciwsłonecznych. Mam jeden, ale nie polubiłam się z nim i szukam dalej.

Może wydawać się Wam, że jest tego strasznie dużo, ale wykonanie poszczególnych etapów zajmuje kilka minut. Przecież twarz mamy jedną, więc należy o nią dbać. Takie jest moje motto. 

5 lipca 2013

Ulubieńcy czerwca

Miesiące lecą jak szalone. Nawet nie wiem jak to się dzieje, a dzisiaj mamy już 5 lipca...

Ale do ulubieńców. Nie ma zbyt wielu. To co lubiłam w zeszłym miesiącu nadal pozostaje w tym gronie, jednak pojawiły się małe nowości, wygrzebane z toaletki o których nigdy nie wspominałam,a które w czerwcu były moimi produktami MUST HAVE :)


1. Chanel, Vitalumiere Aqua - niezmiennie od dwóch miesięcy, ulubiony podkład. Chciaż czasem nakładm inne mazidła, które mam w swojej kosmetyczce to jednak po niego sięgam naczęściej i na chwilę obecną najchętniej.

2. Sephora, Eyeshadow #3 Peach Beige - mam go już X czasu i chociaż połamany (wpadł w małe rączki moje synka:)) to polubiłam go na nowo w tym miesiącu. Daje bardzo ładny efekt na oku, lekki beżowo - brzoskwiniowy "połysk". Spojrzenie z tym cieniem wygląda na wypoczęte i najważniejsze nie jest tak nachalny i perłowy jak niektóre cienie z INGLOTA ( chociaż Inglota uwielbiam:)).

3. KOBO, Eyeshadow #116 - kupiony dosyć dawno i zapomniany. W czerwcu odkryty na nowo i uwielbiany. Idealny odcień cimnej czekolady bez żadnych ciepłych czy zimnych tonów - zdecydowanie neutralny i matowy. Nakładm go przy linii rzęs i delikatnie rozcieram aby uzyskać lekko przydymiony efekt. Z cieniem z Sephory tworzy duet idealny.   

4. Caudalie, Divine Oil - ja używam do włosów. Uwielbiam za zapach,wygładzenie i nawilżenia końcówek. Jeszcze jeden ogrony plus za wydajność. 

5. Garnier, Ultra Doux, Olejek z Avocado i Masło Karite - zarówno szampon jak i odżywka świetnie się spisują. Wygładzają włosy, odpowiednio nawilżają, nie plączą, świetnie pachną. Myślę, że ten duet będzie w mojej łazience obowiązkowy.

6. Roberto Cavalli, Just HER - wykończyłam całą buteleczkę i planuję zamówić kolejną. Uwielbiam ten zapach. Kojarzy mi się z latem z miłością z przyjaźnią. Same miłe wspomnienia:)  

I to już wszyscy moi ulubieńcy.  

25 czerwca 2013

Miłe zaskoczenie w niskiej cenie :)


Nigdy wcześniej nie spotkałam się z marką Bioliq. Pierwszy raz przeczytałam o niej w jakimś poście dotyczącym GlossyBoxa. Będąc któregoś dnia w aptece na półce zobaczyłam serum i postanowiłam spróbować.




Cena: ja zapłaciłam ok. 20 zł (wszystko w zależności od apteki).

Zapach: dla mnie niewyczuwalny:)

Opakowanie: szklana buteleczka z pipetą. Bardzo solidnie wykonane. W tak niskiej cenie dostajemy porządnie zapakowany kosmetyk, dla mnie to duży plus.

Konsystencja: lekko żelowa, bardzo szybko się wchłania.

Dokładnie na temat działania serum poczytacie na stronie producenta KLIK

 Serum używam od połowy kwietnia, codziennie rano przed nałożeniem kremu. Na noc jest wg. mnie zbyt mało "rewitalizujące". Moja sucha skóra w nocy potrzebuje większego kopa:) Nie zmienia to jednak faktu, iż jestem na tyle zadowolona z efektów jakie pozostawia na mojej twarzy, że odkupię je ponownie.

Nie spodziewajmy się cudów. Serum nie spełnia wszystkich założeń producenta, ale i tak jest nieźle.

Wg. niego powinno:
  • wygładzać zmarszczki - nie zauważyłam aby w tej dziedzinie coś się zmieniło ;)
  • poprawiać jędrność i elastyczność skóry - owszem skóra jest lekko napięta po użyciu serum, ale czy jest to efekt długotrwały - no nie wiem ciężko mi to ocenić, ponieważ moja skóra - chociaż zbliżająca się już do 30-stki nie ma większego problemu z elastycznością i jędrnością - no przynajmniej tak mi się wydaje :)
  • aktywnie nawilżać i odżywiać - tutaj zgodzę się, skóra jest widocznie nawilżona. Jednak moja sucha potrzebuje dodatkowego wspomagacza pod postacią kremu;
  • dodawać cerze blasku - i tutaj nawiększy plus. Serum faktycznie dodaje blasku naszej twarzy, pobudza ją, sprawia że wyglądamy promiennie;
  • wyrównywać koloryt - z tym również się zgodzę. Moje czerwone poliki po użyciu serum przybierają ładnego lekko różowego koloru. Wyglądam nie jak ruska baba, tylko lekko zawstydzona nastolatka (no może z tą nastolatką przesadziłam, ale mam nadzieję, że zobaczycie w waszej wyobraźni to porównanie;))



Według badań umieszczonych na stronie producenta 87% kobiet zauważyło widoczną poprawę kondycji
cery oraz wyrównanie jej kolorytu
i jest to jak najbardziej prawdą.

Serum pozostaje w mojej pielęgnacyjnej rutynie conajmniej do końca lata. Zobaczymy czy na zimę będzie wystarczające, aby dalej go używać.

Polecam Wam je z czystym sercem. Jeżeli się nie spodoba to przynajmniej portfel nie ucierpi aż tak bardzo :)



18 czerwca 2013

ORGANIX Cosmetix - Moisturizing Day Cream

Próbkę tego kremu dostałam wraz z zamówieniem Moa "The Green Balm". Ponieważ krem z BioDermic był już na wykończeniu, próbka poszła w ruch. Do kremu podeszłam nieco niepewnie, jego głównym składnikiem jest aloes, który czasem potrafi mnie uczulić. Jednak w tym przypadku tak się nie stało i krem spodobał mi się na tyle, że zamówiłam pełnowymiarowe opakowanie.



 Informacje dotyczące samej formy ORGANIX Cosmetix znajdziecie TU oraz TUTAJ.

Krem umieszczony jest w szklanym słoiczku. Zupełnie mi to nie przeszkadza, ale wiem że dla niektórych to przeszkoda.

Cena: różna od 30 do 50 zł.

Zapach: Bardzo przyjemny, lekko cytrusowy. Nie jest duszący i znika zaraz po nałożeniu kremu na twarz.









Konsystencja: W słoiczku wydaje się być bardzo gęsty, jednak po nałożeniu na twarz mamy wrażenie jakby był to mus. Bardzo dobrze rozprowadza. (na zdj.nie mam brudnych paznokci tylko żółty lakier na nich dlatego tak nieestetycznie wyglądają;))

Mam bardzo suchą skórę i ten krem pomimo lekkiej konsystencji doskonale ją nawilża. Łagodzi podrażnienia, uspokaja naczynka. Skóra na twarzy jest miękka i miła w dotyku. Bardzo dobrze się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy. Doskonale nadaje się pod makijaż. Nie sprawia, że podkład się roluje czy spływa. To co najbardziej urzekło mnie w tym kremie to długotrwałe uczucie nawilżenia. Przy stosowaniu innych specyfików po kilku godzinach miałam uczucie ściągniętej skóry. W przypadku tego kremu nie mam takiego dyskomfortu. Po wykonaniu wieczornego demakijażu i oczyszczaniu twarzy, skóra nie jest szara i przesuszona.

Z kremu jestem bardzo zadowolona. Cieszę się, że dostałam wcześniej jego próbkę, bo chyba nigdy nie trafiłabym na niego sama. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej firmie.

Myślę, że krem sprawdzi się nie tylko w przypadku suchej skóry, ale osoby z cerą normalną i mieszaną powinny być z niego zadowolone.

Dla ciekawskich skład:)





12 czerwca 2013

Ulubieńcy maja

Maj zleciał strasznie szybko. Zaczął się jednak bardzo dobrze :) 29 kwietnia mój synek skończył dwa latka, 3 maja świętowaliśmy urodziny mojego męża:) tydzień później kolejna okazja - jego imieniny. Bez dwóch zdań koniec kwietnia i początek maja należały do bardzo przyjemnych.
Teraz przed nami ostatnia ważna impreza. 18-ste urodziny mojego kuzyna. Ostatnie w rodzinie - no może nie ostatnie, ale następna 18-stka dopiero za 12 lat (i świętować będzie wtedy mój chrześniak).

Wracając do tematu. Oto moi ulubieńcy maja.



PIELĘGNACJA 


1. Bioliq, Serum intensywnie rewitalizujące - bardzo je polubiłam, recenzja już napisana tylko zdjęcia muszę obrobić, więc spodziewajcie się jej już na dniach.
2. Olejek arganowy - przelany do buteleczki po serum z Estee Lauder. Używam go na noc zamiast kremu i moja skóra jest mi wdzięczna za to. Nie zapycha, wbrew pozorom bardzo dobrze się wchłania. Moje KWC już od dobrych czterech miesięcy.
3. ORGANIX Cosmetics, Nwilżający krem na dzień - nie będę się rozpisywać, recenzję kremu postaram się opublikować jeszcze dzisiaj :)
4. Caudalie, Woda winogronowa - używam jej zawsze po dokładnym oczyszczeniu twarzy, zarówno rano jak i wieczorem. Łagodzi, pozostawia skórę miękką. Spośród wszystkich wód termalnych, hydrolatów ta najbardziej przypadła mi go gustu.
5. Blistex, Balsam do ust - z tym balsamem wiąże się ciekawa historia. Jakiś rok temu miałam balsam Blistex w słoiczku i strasznie podrażnił mi usta. Unikałam ich jak ognia, aż któregoś dnia podczas zakupów w Rossmanie mój synek ściągnął sobie go z haczyka i otworzył. Musiałam kupić, nie chciałam używać żeby kolejny raz nie wylądować u dermatologa. Jednak ciekawość zwyciężyła i polubiłam go bardzo. Bardzo dobrze nawilża i pielęgnuje usta. Wydaje mi się, że ma nieco inny skład niż wersja w słoiczku i dlatego się polubiliśmy.


MAKIJAŻ


1. Chanel, Vitalumiere Aqua - mój podkładowy KWC. Więcej na jego temat już niedługo.
2. Urban Decay, Makeup Setting Spray - zdetronizował mgiełkę z ELF'a. Chociaż i tak uważam, że ELF w tym przedziale cenowym jest naprawdę godny polecenia, to UD ma to "coś". Przedłuża trwałość makijażu, niweluje efekt pudrowości na twarzy, świetnie scala makijaż. Po jego użyciu twarz nabiera promienności, wygląda na zdrową i wypoczętą. Recenzja pojawi się już niedługo, jak tylko zbiorę się i obrobię zdjęcia.
3. Gosh, Velvet Touch Foundation Primer - mam tę bazę dobrych kilka miesięcy i na samym początku średnio się z nią lubiłam. Rolowała się pod podkładem, ważyła, podkreślała suche miejsca na mojej twarzy. Wraz z lekką modyfikacją mojej pielęgnacji baza zaczęła działać i to doskonale. Ma kremową konsystencję, pozostawia twarz gładką i gotową na podklad. Nie ma uczucia silikonu na twarzy, dzięki swojej konsystencji dość dobrze się wchłania i tak jak wspomniałam, mamy raczej uczucie nałożenia kremu na twarz aniżeli bazy.
4. Maybelline, Color Tatto Eyeshadow, # Tough as Taupe - wersja na rynek amerykański, cień zamówiony dawno temu kiedy to jeszcze Paulina (xbebe18) prowadziła swój sklep. Jako baza/cień do oczu nie polubiliśmy się. Leżał na dnie szuflady, aż gdzieś na którymś blogu przeczytałam, że nadaje się do brwi. Spróbowałam i przepadłam. Kolor idealny - moje brwi są takie szaro-brązowe - dokładnie takiego samego koloru jest Color Tatto. Trzyma się cały dzień na brwiach, daje bardzo delikatny efekt - przynajmniej ja go nakładam delikatnie. Lubię mieć podkreślone brwi, ale w bardziej naturalny spsób.

WŁOSY


Ponieważ zmieniłam swój kolor włosów i z brunetki stałam się blondynką (nie taką typową, powiedzmy średnią blondynką) postanowiłam zainwestować w pielęgnację włosów i dogłębnie je odzywić. O ile wybór maski do włosów był stosunkowo prosty o tyle szamponu i odżywki już nie. I tutaj prośba do Was. Jakich kosmetyków do mycia włosów używacie i moźecie polecić? Co jest według Was godne uwagi ?? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

 A teraz do rzeczy:


1. L'biotica, BioVax, Intesnywnie regenreująca maseczka - zawiera naturalne oleje ( argan, macadamia i kokos). Świetnie odżywia moje włosy, pozostawia je miękkie i lśniące.
2. L'biotica, BioVax, Eliksir wygładzająco-nawilżający - do kompletu z maseczką. Stosuję go po każdym myciu włosów. Zabezpiecza końcówki, wygładza i pięknie nabłyszcza. 
3. Caudalie, Divine Oil - kupiłam go w zestawie z miniaturkami kremu, płynu micelarnego i żelu pod prysznic. Do twarzy dla mnie się nie nadaje, wolę czysty olej arganowy. Natomiast do włosów i ciała. Pachnie tak pięknie, że zapach utrzymuje się na włosach do następnego mycia. Oprócz boskiego zapachu wygładza włosy. Nie wiem czy zdecyduję się na pełnowymiarowe opakowanie ponieważ cena przeraża, jednak miniaturkę zużyję z ogromną przyjemnością.

To już wszyscy moi ulubieńcy. O dziwo wyszło tego całkiem sporo.

Pozdrawiam:)


20 maja 2013

Więcej grzechów nie pamiętam....;)

Dzisiaj dopiero 20 maja a ja zrobiłam już takie zakupy, że chyba do września powinnam nałożyć na siebie karę, szlaban....cokolwiek :)

Za wszystkie popełnione zakupy winię długi weekend (dokładnie 2 maja) i pogodę. Gdyby było ładnie pojechalibyśmy z synkiem na wycieczkę, a tak...;)


Zakupy na TRUSKAWCE kusiły już od dłuższego czasu. Wreszcie nadszedł moment i kliknęłam. Podczas przeglądania strony trafiłam na Okazję Dnia - akcja trwa chyba do końca maja i można złowić całkiem ciekawe kosmetyki w bardzo niskiej cenie - podklad Shiseido Dual Balancing Foundation (Podkład nawilżająco-matujący), odcień I00 Very Light Ivory (czyli dla tych białych jak mąka;)). Ponieważ moja skóra latem lubi nieco świecić się w strefie T pomyślałam, źe będzie to idealny podkład właśnie na ten okres. Poczytałam recenzje, poszperałam w sieci. Ogólnie rzecz ujmując skusiłam się. Cena 92 zł (przeceniony ze 146 zł). Kliknęłam zapłaciłam za pośrednictwem PayPal i po 5 dniach miałam podkład u siebie. Po 5 dniach (krajowe przesyłki potrafią tyle czasu być dostarczane). Bardzo spodobało mi się, iż przez cały czas wiedziałam gdzie znajduje się moja paczka, na jakim etapie doręczenia jest i kiedy dokładnie mogę się jej spodziewać. 

Wracając do podkładu. Użyłam go już kilka razy i bardzo się polubiliśmy. Ja wiem że niedawno kupiłam podklad Chanel i mam jeszcze kilka innych do używania. Ze mną jest tak, że to właśnie podklady zawsze najbardziej mnie kuszą :) No tak już mam i dobrze mi z tym;) W podkładach Shisiedo lubię to, że mają kolor idealnie dobrany do mojego odcienia skóry. Nie wiem czemu nigdy wcześniej nie zdecydowałam się na zakup z tej firmy. Jeżeli miałabym porównać go do któregoś z podkładów jakie używałam to mógłby spokojnie konkurować z Givenchy Photo'Perfection. Według mnie mają identyczne wykończenie, ale Shisiedo jest niewyczuwalny na twarzy przez cały dzień. Ponieważ Givenchy powoli "dogorywa" Dual Balancing będzie jego godnym zamiennikiem. 

Z racji tego, iż robiłam u nich zakupy po raz pierwszy jako upominek dostałam pełnowymiarowy tusz do rzęs Fusion Beauty oraz cień w kremie CK. Cień leży nieużywany w szafce, natomiast tuszu używam codziennie od 8 maja (7 maja dostałam przesyłkę). Sam nie daje spektakularnego efektu na rzęsach, jednak nałożony na MF Clump Defy sprawia, że rzęsy są mega długie, pięknie rozdzielone - to jest efekt sztucznych rzęs - tworzy piękną firankę. 

Zakupy na truskawce na tyle przypadły mi do gustu, że tydzień później, podczas kolejnej Okazji Dnia kliknęłam tusz Clinique High Impact Mascara w kolorze BLACK. Cena: 51 zł. Za taką cenę, aż żal było nie wziąść. Tego tuszu jeszcze nie otwierałam, czeka gdziecznie w kolejce jak MF dokończy swój żywot :)


Kolejny zakup był czysto spontaniczny, kupowałam kilka rzeczy w aptece i akurat stałam obok szafy z kosmetykami Iwostin. Fluid wzmacniający, trwałe kryjący, do cery naczynkowej z SPF30. Do tego cena ok. 22 zł i kolor idealnie jasny beż - neutralny. Podklad użyłam kilka razy i jestem z niego naparwdę zadowolona. Daje ładne średnie krycie, trzyma się beż zażutu 8/9 godzin, pozostawia satynowe wykończenie. Do codziennego użytku będzie idealny. A ponieważ jest coraz cieplej, a ja nie zawsze pamiętam o nałożeniu filtru na twarz, będzie jak znalazł. 

Ostatni zakup to efekt lenistwa. Tak tak lenistwa. Na stronie www.lookfantastic.com oglądałam paletę Urban Decay Naked Basic. Chciałam ją kupić, kliknęłam i okazało się że mam 20 zł mniej na koncie PayPal. Z czystego lenistwa nie poszłam po kartę kodów aby "doładować" konto tylko zamieniłam ją na mgiełkę utrwalającą UD Chill. Pomyślałam, że można spróbować. Moja przyjaciółka stwierdziła, że widocznie aż tak bardzo palety nie chciałam, bo inaczej biegła bym po kartę :) Mgiełki używam codziennie od 16 maja i na chwilę obecną nie żałuję zakupu. Jak będzie dalej, czy przy dłuższym stosowaniu nie wysuszy mnie na wiór, napewno Wam napiszę.  

Jeżeli chodzi o przesyłkę to zarówno na truskawce jak i tutaj jest ona darmowa, tylko różnica jest taka iż tam status naszej przesyłki możemy śledzić do momentu dostarczenia, natomiast tutaj tylko do momentu opuszczenia granicy państwa z jakiej jest wysyłana. Jednak bez większych problemów dotarła do mnie w 5 dni od momentu opuszczenia granicy.


Oto moje grzeszne zakupy z początku maja. Wydałam sporo, ale raz się żyje :) Ciągle jednak po głowie chodzi UD Basic. Może króraś z Was ją ma? Czy jest warta zakupy, czy spokojnie można zainwestować w inne matowe cienie? A jeżeli polecacie inne maty, to jakie KOBO, INGLOT?? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

12 maja 2013

Moa The Green Balm


Miał być post o ulubieńcach kwietnia, ale nic nowego nie polubiłam na tyle aby jakoś specjalnie robić o tym post. Jednakże jest jeden kosmetyk, który zasługuje na osobny wpis.

Ponieważ moja skóra po nieskończenie długiej zimie była przesuszona, zszarzała i ogólnie w niezbyt dobrym stanie, postanowiłam nieco zmienić swoją pielęgnację. O kremach, tonikach i innych będzie następnym razem. Teraz o moim odkryciu.

Moa The Green Balm


Oficjalna strona producenta Moa The Green Balm

Balsam wszechstronnego zastosowania. Jest w 100% naturalnym, organicznym, intensywnie odżywczym balsamem na skórę . Ma działanie odżywcze, gojące, łagodzące i ochronne.  Na jego ślad trafiłam na stronie www.feelunique.com . Zainteresował mnie na tyle, że zrobiłam mały resarch i okazało się że jest dostępny również w polskich sklepach internetowych.

Co jest takiego w tym balsamie, że postanowiłam poświęcić mu osobny post a nie tylko wspomnieć w nim w notce o pielęgnacji.

Po pierwsze jego szerokie spectrum zastosowania. Nawilża wysuszoną skórę również tą cierpiącą na takie dolegliwości jak egzema czy łuszczyca. Może być stosowany do wyjątkowo wrażliwej skóry również cierpiącej na trądzik. Uspokaja i łagodzi drobne rany, potłuczenia czy delikatne oparzenia skórne. Wspaniały w walce z łupieżem. Świetnie odżywia suche końcówki włosów. Łagodzi świeże tatuaże - krwawnik i olej z drzewa herbacianego działają antybakteryjnie. Odżywia rzęsy – przy codziennym stosowaniu stają się dłuższe. Łagodzi miejsca po ukąszeniu owadów. Magiczny przy usuwaniu rozstępów po ciąży. Może być używany jako luksusowy balsam oczyszczający skórę czy balsam łagodzący po goleniu. 



Po drugie skład:  krwawnik pospolity, olej z zielonego drzewa, islandzka woda, wosk pszczeli, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, olej sojowy.

Balsam zawiera: 100% naturalnych składników, 100% organicznych ziół ręcznie zbieranych.
Nie znajdziemy w nim składników chemicznych, substancji koncerwujących, alkoholu, parabenów, lanoliny oraz substancji zapachowych.







Balsam jest koloru zielonego o gęstej konsystencji, która pod wpływem ciepła naszych rąk roztapia się. Zapach ma raczej ziołowy, ale nie jest on przytłaczający i szybko można się do niego przyzwyczaić.

Zamówiłam wersję ze ściereczką muślinową TU. Cena to 72 zł (plus przesyłka). Pojemność balsamu: 50 ml (jednak wystarczy ociupina aby rozsamrować go na twarzy).

Moa jest delikatny dla naszej skóry, bardzo dobrze oczyszcza z pozostałości makijażu (narazie tylko w ten sposób go stosowałam). Nie pozostawia ściągniętej skóry twarzy. Uspokaja moje naczynka, pozostawia skórę delikatną i miękką w dotyku. Używam go tylko wieczorem. Po całym dniu noszenia makijażu nie moge się doczekać kiedy umyję twarz właśnie nim:)

Używam go nieco ponad tydzień i na tę chwilę tylko tyle mogę Wam o nim napisać. Czy zadziała zbawiennie na moją suchą skórę i już nigdy nie zobaczę suchej skórki na twarzy - OBY ;) Większą recenzję napiszę po ok. miesiący używania. Jednak na tyle mnie zachwycił, że postanowiłam Wam o nim wspomnieć. Może ktoś z Was będzie nim zainteresowany.




Ostanim elementem, który zauroczył mnie w nim to jego opakowanie. 100% ekologiczne i jakie urocze:)




 

22 kwietnia 2013

Włoskie smakołyki

Na początku kwietnia przyszła do mnie mała paczuszka od mojej przyjaciółki mieszkającej w pięknej słonecznej Italii.

Zawartość ilościowo nie powala - bo o niewiele prosiłam - ale jakościowo...WOW!!!

A mowa o....



Testuję już prawie miesiąc i jestem baaaaardzo zadowolona, ale o tych smakołykach napiszę Wam w zbiorowym poście o KIKO. W swoich zbiorach mam jeszcze bronzer tejże firmy - nie jest tego zbyt wiele - ale w sam raz na post:)


21 kwietnia 2013

Diabeł tkwi w szczegółach....

A dokładnie w jednym - w cenie....:(

Niezmiernie zasmuca mnie fakt, iż serum powoli się kończy. Patrząc na jego cenę, raczej nieprędko je odkupie...ale nie ma co biadolić może jeszcze gdzieś kiedyś...może jeszcze do mnie wróci :)


A teraz do sedna...

Estee Lauder, Advanced Night Repair Synchronized Recovery Complex



Opis producenta: 


Z wrodzonego lenistwa odsyłam Was na stronę producenta gdzie możecie poczytać na jego temat więcej :) KLIK

Opakowanie: 


To jedyny element jaki niezmiernie drażni mnie w tym serum. Nieszczęsne opakowanie. Buteleczka wykonana jest z dość grubego, brązowego tworzywa - mniemam PLASTIKU - z pipetą, która pomimo wyskakiwania z nakrętki dozuje odpowiednią ilość kosmetyku. Dlaczego opakowanie mnie tak irytuje - a no właśnie dlatego, że pipeta wyskakuje i że nie jest to szklana buteleczka. Ja wiem, że może lepiej, że się nie potłucze itp. Ale...no właśnie ale...jeżeli za serum z Bioliq które pokazywałam TU płacę 20 zł i otrzymuje je w solidnej szklanej buteleczce z porządnie wykonaną pipetą to od serum za prawie 300 zł oczekuje tego samego. Wiem, że się czepiam, ale to strasznie denerwujący fakt....no mnie denerwuje.

Pojemność: 


30 ml/289 zł, 50ml/399 zł, 75ml/419 zł
(źródło: klik )

Widzicie te ceny - są z kosmosu nawet za tak rewelacyjny produkt. No i to opakowanie...aaa szkoda gadać...

Konsystencja:


Lejąca, trzeba uważać jak aplikujemy serum z pipety na palce bo może nam "uciec ":). Kolor lekko żółtawy co widać na załączonym zdjęciu.

Moja opinia:


Nie jest tajemnicą, że jest to moje KWC wśród serum do twarzy. Cenię je za to jak działa na moją skórę. Bardzo dobrze nawilża, wyrównuje koloryt. Podczas stosowania serum zauważyłam, że moja skóra nie reaguje już tak intensywnie na zmiany temperatur. Zaostrzony rumieniec pojawia się zdecydowanie później i pomimo wszystko nie jest już tak bardzo intensywny w swoim kolorze:) Serum wygładza powierzchnię skóry, napina ją i sprawia że jest miła w dotyku. Pomimo używania go już ok 3 miesięcy - myślę, że starczy mi jeszcze do połowy maja - nie zauważyłam zmniejszenia zmarszczek:) 

Prawda jest taka, że mogłabym tak piać z zachwytu jeszcze długo. Na chwilę obecną jest to jedyny kosmetyk, który tak zbawiennie działa na moją bądź co bądź problematyczną skórę (suchość, naczynka, stały rumień). Nawet nie wiecie ile przysparza mi ona problemów...no OK pewnie wiecie:)


Tak jak pisałam na samym początku, nieco zasmuca mnie fakt, iż serum nieprędko pojawi się ponownie w mojej kosmetyczce. Cena 289 zł jest zaporowa. Ja swoje kupiłam na blogowej wyprzedaży u Agaty za 185 zł - cena bardzo korzystna. Jeżeli w przyszłości trafię podobnie na taką WYPRZEDAŻ to kupię na 100%.

Na chwilę obecną w moich zbiorach pozostaje serum hialuronowe z BioDermic (które również bardzo mi odpowiada), a zaraz po wykończeniu EL w ruch idzie Bioliq.

Używacie serum w swojej pielęgnacji? Jakie mogłybyście polecić? A może są takie których należy unikać jak ognia?? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach:)

13 kwietnia 2013

MEEEEGA HAUL

Zakupy jakie poczyniłam na przełomie lutego/marca i początku kwietnia. Niektóre z nich znalazły się już w ulubieńcach o innych opowiem Wam już niedługo. Kolejność kompletnie przypadkowa. Ponieważ zdjęć nie robiłam zaraz po przyjściu ze sklepu postarałam się teraz zebrać je w "kupę" i obfotografować :)



1. BioDermic, Krem Przeciwzmarszczkowy z ekstraktem z kawioru - kupiłam zarówno na dzień jak i na noc. Skorzystałam z promocji jaka chyba nadal trwa na stronie BioDermic -40%. Jeszcze ich nie używałam, czekają w kolejce :)

2. Elizabeth Arden, Gentle Hydrating Cleanser - po wykończeniu zarówno pianki z Iwostin jak i kremu z No7 szukałam czegoś do demakijażu i oczyszczania twarzy w formie kremu. Na stronie perfumerii internetowej www.e-glamour.pl - którą mogę Wam polecić - trafiłam na linię Elizabeth Arden i kliknęłam ten czyścik :) Używam go już ok. miesiąca i nie wiem czemu nie umiećsciłam go w ulubieńcach, bo jest naparwdę świetny. Spodobał mi się na tyle, że podczas zakupów jakie robiła moja siostra na ich stronie zamówiłam kolejną tubkę :) Więcej na jego temat napiszę w osobnej recenzji.

3. Isana, Hand Creme Shea Butter&Kakao - bardzo ładnie pachnie, nie nawilża jakoś spektakularnie, ale zadowalająco.

4. Shauma, Odbudowa i pielęgnacja, Odżywka bez spłukiwania - pachnie obłędnie, po jej użyciu włosy są miękkie, łatwiej się rozczesują no i zapach utrzymuje się do kolejnego mycia:) Polecam.

5. Gliss Kur, Eliksir z olejkiem pielęgnacyjnym do codziennego stosowania - nie wiem jak się spisuje ponieważ czeka nieużywany dopóki nie skończę jedwabiu z Green Pharmacy :) Będę silna ;)




6. Organique, Maseczka algowa - na zdjęciu jest żurawinowa, wcześniej kupiłam borówkową. Obecnie moje ulubione maseczki do twarzy. Chciałabym wypróbować maski algowe z Bielendy - czy ktoś z Was ich używał? Możecie polecić inne maski algowe??

7. Chanel, Vitalumiere Aqua - najdroższy i najbardziej zachwycający zakup jaki poczyniłam z początkiem tego miesiąca. Miałam kilka próbek i przepadłam - myślałam...dumałam i kupiłam :) Nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na niego. Podkłady to jeden z tych kosmetyków na które mogę wydać sporo pieniędzy :) Mój odcień to oczywiście B10.

Na zdjęciu widzicie jeszcze mały tester masła shea o zapachu trawy cytrynowej - kosztował 3 zł - bardzo fajne masełko, ale tyłka nie urywa :) i nie widzę sensu żeby przepłacać w Organique za pełnowymiarowe opakowanie:) Podczas zakupu podkładu w Douglasie poprosiłam o próbkę podkładu Armani Luminous Silk Foundation - staryczła mi na 4 użycia i ogólnie nie rozumiem zachwytu nad tym podkładem, ale być może nie pasuje on do mojego typu skóry. Jedyny, jak dla mnie ogromny plus, za dobór koloru który był idealny :)



Ostatnie dwa zakupy to kosmetyki które znalazły się w ulubieńcach marca. Nie mam innych zdjęć, więc odsyłam Was do poprzedniej notki TU. Zarówno mydełko jak i olejek arganowy kupiłam w miejscowym sklepie z naturalnymi kosmetykami:) O mydełku możecie poczytać tutaj a o olejku tu.


Podczas szperania po allegro:) skusiłam się na kilka kosmetyków kolorowych. Tusz MaxFactor 2000 Calorie - podkręcający, L'oreal Touche Magique oraz bazę pod makijaż Technic Illuminating Face Primer. Tak naprawdę to baza była sprawczynią zakupów:) reszta wpadła do koszyka przez przypadek i z czystej ciekawości;) Pierwsze testy już za mną i z bazy jestem niezmiernie zadowolona i polecam Wam ją serdecznie z pozostałych kosmetyków - zachwytu brak. Są poprawne i tyle :)





Na samym końcu zakup najnowszy, bo wczorajszy - BIOLIQ, Intensywne serum rewitalizyjące. Ponieważ serum z EL nieubłaganie dosięga dna ;( szukam innej alternatywy. Serum kosztowało 20,90 zł. Dlatego też je kupiłam - nie spodziewam się cudów, ale może miło mnie zaskoczy :)













To już wszystkie moje zakupy. Sporo tego...trochę poszalałam, ale nie żałuję :)

12 kwietnia 2013

Ulubieńcy MARCA

Zdecydowanie spóźnieni, ale są :)

Zacznijmy od pielęgnacji.



1. BioDermic, Serum z kwasem hialuronowym - bardzo polubiłam ta serum. Używam go na dzień pod krem. Świetnie nawilża i koi moją naczynkową skórę. Polecam :)

2. BioDermic, Krem Przeciwzmarszczkowy z ekstraktem z pereł - krem przeznaczony do używania zarówno na dzień jak i na noc. Używam go na dzień i spisuje się doskonale. Ma bardzo ładny zapach, dobrze sprawdza się pod makijażem. Dobrze nawilża, nie podrażnia. Ogólnie jestem na TAK dla kosmetyków BioDermic. Poczyniłam tam ostatnio kolejne zakupy, ale o tym w kolejnym poście :)

3. Estee Lauder, Advanced Night Repair - nie będę się powtarzać - dla mnie KWC tylko cena zabójcza i chyba narazie nie pozwolę sobie na kolejną buteleczkę.

4. Olejek arganowy - uwielbiam. Używam na noc po wcześniejszym nałożeniu serum z EL. Doskonale nawilża, uspokaja skórę. Rano wyglądamy na bardziej wypoczęte a twarz jest promienna i bardzo miękka w dotyku.

5. Mydło z olejkiem arganowym - używam raz/dwa razy w tygodniu do mycia twarzy i bardzo się z nim polubiłam. Doskonale zmywa resztki makijażu, nie wysusza, nie podrażnia. Zostawia delikatnie uczucie ściągnięcia ale po nałożeniu kremu lub przemyciu twarzy tonikiem/płynem micelarnym natychmiast znika.


Teraz przejdźmy do makijażu.



1. YSL, Touche Eclat - mój ulubiony podkład. Uwielbiam to co robi z moją twarzą. Obecnie zdradziłam go na rzecz innego, ale o tym w poście o zakupach :)

2. NYC, Smooth Skin Bronzing Face Powder - ulubiony bronzer do twarzy. Nie robi plam, ma śliczny kolor bez domieszki pomarańczu. Na mojej bladej twarzy daje idealny efekt skóry muśniętej słońcem. Wydaje mi się, że powinnam poświęcić mu osobny post.

3. e.l.f., Makeup Mist&Set - nie wyobrażam sobie zrobienia makijażu bez wykończenia wszystkie tym produktem. Ponieważ czasem mojej suchej skórze potrzeba nieco "glow" ta mgiełka załatwia sprawę. Idealnie utrwala makijaż pozostawiając twarz świerzą i rozpromienioną.

4. MUA, Undress Me Too - doskonała paleta cieni. Polubiłam ją bardziej niż Sleeka i mam ochotę na jeszcze. Kosztowała 4£ więc cena śmieszna a jakość bardzo dobra.

5. Dior, Diorskin Hydrating Concealer - mój ulubiony. Dobrze maskuje cienie pod oczami, nie wysusza. Jedyne czego mi w nim czasem brakuje to większego rozświetlenia, ale nie będę się czepiać :)

6. Lancome, Cils Booster - świetna baza pod tusz. Pielęgnuje rzęsy, sprawia że wyglądają na grubsze i dłuższe. Zdecydowanie warta swojej ceny.

7. MaxFactor, Clump Defay Mascara - ponieważ mój Benefit się skończył tą odziedziczyłam po mamie, której nie bardzo się podobało. Natomiast ja przepadłam. Nie mogę porównać jej do Benefit ale na chwilę obecną zaspokaja moje "tuszowe potrzeby". Wydłuża, podkręca i pogrubia rzęsy. Nie jest to efekt WOW jak w przypadku Benefit, ale i tak jestem pod ogromnym wrażeniem.

To by było na tyle. Oto moi ulubieńcy marca. W kolejnym poście MEGA HAUL:)

2 kwietnia 2013

Zdenkowani!!!

To pierwszy tego typu post na moim blogu jednak nie ostatni. Oto zdenkowani ostatnich kilku miesięcy.



1. Bourjois, Gently Eye Makeup Remover - bardzo delikatny, ale skuteczny. Nie podrażnia, nie wysusza okolicy pod oczami. Obecnie używam płynu micelarnego z PLANTE System ale gdy go skończę myślę, że do niego wrócę.

2. No7, Hot Cloth Cleanser - rewelacyjny kosmetyk do demakijażu twarzy i oczu. Gdyby tylko był dostępny w Polsce miałabym juz jego zapas.

3. Iwostin, Fizjologiczna pianka do mycia twarzy i demakijażu - d... nie urwała;) ot miła do porannego przemycia twarzy, jednak pod koniec zaczął drażnić mnie jej zapach :)

4. Iwostin, Bezpieczny krem kojący - bardzo dobry krem do suchej i wrażliwej skóry. Był wybawieniem podczas tej niekończącej się zimy. Obecnie używam innych kremów, ale wrócę do niego na 100%. Więcej na jego temat przeczytacie już niedługo :)

5. Nivea, Pomadka ochronna Olive&Lemon - miła, przyjemna, szału nie ma, ale lubię pomadki od Nivei. Obecnie używam nawilżającej. Zawsze mam jedną w torebce.

6. L'biotica, BioWax Szampon Keratyna+Jedwab - bardzo dobry szampon. Dobrze mył, nie plątał włosów. Dość dobrze nawilżał. W parze z maską z tej samej serii stanowi duet idealny.

7. John Frieda, Full Repair - to moje drugie opakowanie. Bardzo lubię ten szampon. Obecnie mam w wersji dla brunetek - zobaczymy jak się sprawdzi.

8. Aussie, 3 minute miracle - rewelacyjna odżywka do włosów. Pięknie pachnie - dla mńiej cud miód i orzeszki. Przed chwilą zamówiłam kolejną na Allegro :)

9. Wella, ProSeries Air Mousse - pianka dodająca objętości. Jedyny kosmetyk - a miałam miliony tego typu - który robi swoją robotę. Jedyna demerwująca rzecz - popsuła się pompka pod koniec używania i nie mogę wydobyć kosmetyku do końca. Jednak pomimo to i tak ją odkupie :)

10. Tisane, Balsam do ust - co tu dużo pisać - klasyk. Must have :)

Prócz obecnych na zdjęciu zdenkowanych, dna dobiły także inne produkty, jednakże moje roztrzepanie sprawiło, że opakowania się nie zachowały. A co z niepokazanych mnie opuściło:

1. L'biotica, BioWax Maska Keratyna+Jedwab - bdb produkt.
2. Lioele, Tripple The Solution BB Cream - świetny krem BB. Jeżeli chciałybyście jego recenzję to dajcie znać w komentarzach.
3. Clinique, Repairwear Laser Focus Foundation - dobry podklad z którym łączyła mnie love/hate relationship. Jeżeli chciałybyście dowiedzieć się o nim coś więcej rówńież dajcie znać.
4. Benefit, They're Real Mascara - mój KWC wśród tuszy do rzęs. Obecnie używam innej, która również przpadła mi bardzo do gustu - ale o tym w innym poście:) jednak Benefit odkupię na 100%.

To by było na tyle....ufff....mam nadzieję, że kolejne miesiące upłyną mi równie owocnie jeżeli chodzi o zużycia :)