20 kwietnia 2011

....a miało być tak pięknie:(.....przygoda z Ziają:(

W poście z 15 kwietnia pisałam Wam o moich zakupach:) i wspominałam tam o masce kokosowej do rąk z Ziaji.....i miało być tak pięknie.....

O ile krem jest całkiem OK - chociaż nie daje jakiegoś super nawilżenia, bardziej wygładza dłonie, ale jak napisałam, zakochałam się w tym zapachu i krem zużyję do końca:) - to jeżeli chodzi o maskę to na jej temat nie powiem nic dobrego!!!!!

Sobota popołudnie.....godzina na relaks, a więc maska na ręce - producent zalecał nałożenie dość grubej warstwy, pozostawienie jej na 15 minut, po upływie zalecanego czasu pozostałości maski wetrzeć w dłonie.....maska na moich rękach wytrzymała dokładnie 2 minuty, po czym myślałam, że zedrę skórę z rąk, tak mnie to paskudztwo uczuliło!!!!!!!!! Czerwone dłonie, kropeczki, jakbym miała różyczkę i okropne pieczenie.....dłonie poszły pod kran, zmyłam pozostałą zawartość maski, a żeby pieczenie ustało trzymałam je w ziemnej wodzie jeszcze przez jakieś 5 minut!!!!!!! W drugiej kolejność w ruch poszło wapno do picia dla alergików i Loratatydna odczulająca - ślady na dłoniach znikły, ale po 3 dniach:(:(!!!!!!!
Nigdy, ale to przenigdy nie pomyślałabym, że maska, która jest z tej samej serii co krem (który nie wywołuje u mnie żadnych reakcji alergicznych) zrobi z moimi rękami coś takiego.

Nie chcę, zniechęcać do kupowania tego produkty, jednak przestrzegam Was przed ewentualnymi skutkami ubocznymi jakie może wywołać:( 

Ponieważ, moje dłonie po takim wstrząsie strasznie się wysuszyły - a krem z Ziajki nie daje mega nawilżania - poszłam do Rossmana w poszukiwaniu dobrego nawilżacza. W planach miałam Neutrogene, jednak na miejscu skusiłam się na krem do rąk firmy KAMILL - Hand Repair Natychmiastowa pomoc dla suchych i odwodnionych rąk. Krem nie zawiera perfum, barwników, olejów mineralnych, emulgatorów. Ma neutralne Ph i zawiera 5 % Urea, czyli mocznika.....i gdyby nie ten krem, pewnie do dziś płakałabym nad stanem swoich dłoni....dzięki niemu wracają do stanu sprzed "SPA Ziajowego" i są coraz milsze w dotyku.


Krem kosztował jakieś 7-8zł, więc cena nie jest porażająca, a działanie potwierdzone w 100% na własnej osobie:):)....

Jestem ciekawa, czy któraś z Was spotkała się z tego typu reakcją skórną po zastosowaniu kosmetyku z tej samej serii jak ja??

Pozdrawiam:)....i do następnego postu [a będzie dość obfity w zakupy - musiałam sobie jakoś poprawić humor:):):)]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz